Archiwum maj, 2007
31 maja 2007

zdałem sobie sprawę że moje rączki są nie tylko smaczne w ciamkaniu, o czym juz wspominałem, ale są również bardzo sprytne w chwytaniu wszystkie co mam w zasięgu! na przykład gdy mama udaje pszczółkę i robi przede mną bzzzz bzzzz kręcąc mi palcem przed nosem potrafię ją za niego złapać! a szczególnie dużo frajdy sprawia mi takie coś kolorowe, grzechoczące co mi tato przyniósł wczoraj. jak mi się uda dobrze za to chwycić, potrafię sam tym zagrzechotać! ciekawi mnie, co jest przyczyną grzechotania? a co jego skutkiem? czy jak grzechocze to się porusza? czy się porusza jak grzechocze? hmmm. jedno jest pewne! to ma coś wspólnego z moimi chwytnymi paluszkami, może mi ktoś wyjaśni?
[2] Komentarze 31 maja 2007
tomek
20 maja 2007
my, twoi rodzice, jesteśmy ostatnim pokoleniem pamięta- jącym erę przed-wirtualną. ty pewnie jak będziesz miał trzy latka - zażądasz komórki. w szkole nie będzie kartek na wywiadówkach, tylko rss z ocenami na stronie twojej szkoły (na którą włamiesz się z kolegami). być może już w przedszkolu będziesz potrafił redagować tę stronę. co potem… i jak to naprawdę będzie wyglądać? trudno nam sobie wyobrazić. podobnie jak nam i naszym rodzicom współczesną zmianę technologiczną, postęp komunikacyjny, natłok i szybkość informacji, postęp medycyny, kosmologii, nowe dziedziny sztuki…
jednak tak naprawdę, to świat nie zmienił się w sposób w jaki wydawało się to twoim dziadkom, czy też nam w dzieciństwie - nie ma jedzenia w pastylkach wkładanych do pieca i bum! kurczak! bo jak? nie polecieliśmy ku gwiazdom ani nie poruszamy się anty-grawitacyjnie, nosząc mały plecaczek - bo nie potrafimy. nie mamy wszczepionych małych nadajników-komunikatorów - na razie, nie żyjemy w wielkiej ogólnie szczęśliwej wiosce, nasz świat nie jest wcale sprawiedliwy i nikt nie dostaje po równo.
co robimy to pożeramy tony energii, prawdopodobnie za twojego życia skończy się tania ropa (o ile już się nie skończyła). globalnie zatruwamy planetę, choć osobiście staramy się oszczędzać wodę, segregować śmieci, gasić niepotrzebne światło itd - nie zmienia to faktu iż nie wierzymy do końca w efekt cieplarniany, wiemy jednak iż planety nie zostawiamy ci w spadku, a tylko ją od ciebie pożyczamy. to już pewien postęp! czy nasze działania w tym zakresie mają jakiś sens? przekonasz się, my nie wiemy. ostatnie badania mówią, że może być kiepsko. huragany, powodzie, susze… ale… składałbym to raczej na kark globalizacyjnej histerii - powódź w nowym orleanie była ważniejsza niż niejedno podtopienie pól w sandomierskim, tam były kamery i sprawa polityczna, a dziś każdy większy kataklizm, gdziekolwiek by się nie zdarzył nie umknie już niczyjej uwagi. tak więc, czy jest to objaw histerii czy też faktycznie klimat się zmienia? co z tego to będzie? nie wie nikt. może nam to kiedyś przypomnisz.
jedno co można nam przyznać, to że nasz świat mimo wielu toczonych nań wojen, jest dla nas czasem pokoju i prosperity. polem walki stała się gospodarka a nie bezpośrednio armia. wojen ci u nas dostatek, ale to tylko dalekie echa wydarzeń. “świat zachodu” od którego aspirujemy i poniekąd staliśmy się jego częścią - trwa niczym cesarstwo rzymskie. a choć europa przeżywa ostatnio głośny kryzys tożsamości, nie można zaprzeczyć iż kultura demokracji zatriumfowała za naszego życia, trzyma się mocno i nie sądzę by to się miało zmienić.
Dodaj komentarz 20 maja 2007
tomek
20 maja 2007

najpierw funkcje podstawowe, potem będziemy się wygłupiać - zgodnie z tą zasadą uważam iż mama jest potrzebna! bo:
- jedzenie. tak! nie mam pojęcia jakbym sobie bez niej poradził, nie jadam przecież nic co by od niej nie pochodziło. mama to jest jedzenie? czy jedzenie to mama? jak to rozstrzygnąć? hmmmm….. rozważając sytuację muszę stwierdzić iż mama i jedzenie to chyba jednak dwie różne rzeczy. muszę ją o to zapytać, ale przecież inną rzeczą(? sprawą) do której mama jest niezbędną to:
- pielęgnowanie. no! skoro już jesteśmy przy funkcjach podstawowych to o prasowaniu już było. jest też pranie - codzienne poranne bełtanie w wodzie moich śpiochów i tych tam do prasowania… no… tych białych… tych co tato zapomina powiesić… a! pieluch! no i rzecz jasna to całe przewijanie. nie wiem dlaczego to się akurat przewijaniem nazywa, mi się to bardziej kojarzy z … rozbieranie-nóżki-w-górę-hop-ubieranie
- przytulanie. ba! nie jakieś tam hocki-klocki w wykonaniu taty: raz, dwa, w górę, w dól i do spania, tylko porządne przytulanko poobiednie, przedrzemkowe, pokąpielowe, przedjedzeniowe, pospacerowe, bezpieluszkowe, kołysankowe ho! nie darmo jestem synek mamusi ha! kołysany muszę być przez mamę i basta!
- rozrabianie. a co! najedzony, przebrany, wyprzytulany. no! to teraz się powygłupiamy! błebłe aaaa głe głe łee łee łeeeeeeeeeeee łeeeeeeeeeee… mama wcale nie może połapać się w sytuacji mojego krzyku. hehe. no to ja porozrabiam - a to mama się złości, no to dostaje co chcę, czyli przede wszystkim przytulanie, potem pielęgnowanie i na końcu jedzenie. z tatą to gorzej, bo on się nie daje na to złapać, jego trzeba tylko cicho poprosić, a wszystko da!
1 Komentarz 20 maja 2007
tomek
15 maja 2007

gdzie mi tak teraz myśleć o odpoczynku! na spacerze przecież już nie tylko słyszę mamę, ale dostrzegam już ją całkiem, całkiem! a w każdym razie, coś tam jest! coś co śledzę wzrokiem, coś tam się rusza i zmienia kształty! to mama! a ona się denerwuje, że nie śpię. nie chce mi się. nie!
a po kąpieli to mi samemu palcem ruszyć nie dadzą! ani pokopać nóżkami, pociamkać. tato to od razu szaszasza Misiu-Misiu i śpiewanie! potem raz na rączki na pięć minut i myśli ze jak beknę to już fru do spania! i zdziwiony że mi się nie chcę! nie!
aha… no i pojąć nie mogę znaczenia tego niechcemisienia. czy to od Misia czy od niechcenia?
Dodaj komentarz 15 maja 2007
tomek
11 maja 2007
bo rodzice to by chcieli mieć wszystko jak w zegarku, prowadzą te swoje notatki - ile jem, kiedy robię kupę a kiedy jem lekarstwo. wyliczają, przeliczają i wychodzi im, że punkt 13 to spacerek a 19 kąpiel. drodzy rodzce! ja nie znam się na zegarku, mam swój rytm choć wam czasem trudno się w nim połapać. zwłaszcza mama jest w tym zakresie okropna - z tego co mi czyta to wnioskuję, że mama jest troszkę anankastyczna. tak tak! poznaję nowe słowa z czytanki, choć tata mówi, że lepiej jakby mi mama czytała Kubusia Puchatka. ale czy ten Kubuś jest ciekawszy od pana Freuda?
znów byłem u tej wstrętnej baby w białym fartuchu - ale się nade mną znęcała! niby taka miła, uśmiechała się i wogóle a pokłuła mi obie nóżki. ah bolało ale nie płakałem za dużo - trzeba być twardym i nie dać się babom! w ramach protestu i urozmaicenia życia dziś wprowadziłem specjalne atrakcje…
Dodaj komentarz 11 maja 2007
magda
11 maja 2007

chyba już wiem co to mi czasem lata przed oczami! to są moje rączki! mogę je np. wepchać sobie do buzi… całe! nie dwie na raz - ale jedna cała się zmieści. nie wiem jeszcze do końca do czego one służą, ale do wpychania do buzi i ciamkania nadają się doskonale!
podejrzewam również, iż to co teraz mi służy tylko do manifestacji złości - czyli kopanie nóżkami - da się przecież wykorzystać do czegoś innego - próbowałem już… może się uda złapać za te nóżki, ale potrafię je na razie tylko (aż) podnieść wyyyysoooooko, wyyysoooko, prawie nad pierś. do buzi to jeszcze nie sięgam… ale próbuje… jak mi sie uda to dam znać.
1 Komentarz 11 maja 2007
tomek
11 maja 2007

natomiast jeśli chodzi o wrzaski… hmm… tu sprawa się ostatnio skomplikowana. gdy jestem wesoły udaje mi się czasem zagulgotać do rodziców troszkę. bardzo się staram i wychodzi mi już zagulgotać niewyraźne “aaa”, “głe” lub “gu”. nic a nic jeszcze rodzice z tego nie rozumieją, ale jak widzę bardzo ich cieszy moje pre-gulgotanie, mamę szczególnie “aaa” - dodaje zawsze mi wtedy “aaa ma-ma”, a tato lubi jak mówię “głe-głe”, zupełnie nie wiem czemu.
oczywiście nie muszę już wspominać o tym jak słodko i często się uśmiecham, prawda? to już każdy wie, albo wiedzieć powinien, bo osiągnąłem to już jakiś czas temu, teraz tylko rozwijam tę umiejętność… śmieje się dłużej, częściej i szerzej ku uciesze i radości rodziców ;-)
1 Komentarz 11 maja 2007
tomek
11 maja 2007

aha… no i odkryłem już jak zasypia się samemu! raz sprawdziłem, czy to możliwe? tak! to możliwe! zasnąć można również gdy nikt nie śpiewa szaszasza, nie nosi, nie głaszcze. to dziwne, wydawało mi sie do tej pory, że spanie jest ściśle związane z mamą i tatą. a tu niespodzianka! wcale nie! tylko błagam! proszę tego nie mówić mamie! ja bardzo lubie jej przytulanki, kołysanki szaszasza i inne wszystkie miłe rzeczy jakie robi gdy mnie usupia! jeszcze się dowie i przestanie… to by było straszne.
1 Komentarz 11 maja 2007
tomek
7 maja 2007

co odziedziczyłem po przodkach:
- po mamie: oczy - takie piękne i wyłupiaste; tendencję do histerii; potrzebę bycia w centrum uwagi; potrzebę noszenia na rękach i przytualania przez tatę oraz święte przekonanie, że mi się to należy zawsze i w każdych okolicznościach (np. spacer na rączkach i przy śpiewie taty jest znacznie zabawniejszy niż w wózku)
- po tacie: rozbrajający uśmiech; jasno sprecyzowaną hierarchię ważności (na pierwszym miejscu stawiam wyborne jadło, dalej śpiew i hulanki na przewijaku); niesformy charakterek, choć mama ma na mnie swoje sposoby, np. uszy czyści mi w trakcie jedzenia całkowicie psując klimat drugiego śniadanka.
ale po kim ja mam taki głos? gugugu ga łeeeee łeeeee
1 Komentarz 7 maja 2007
magda
3 maja 2007
jedzenie - czuwanie - spanie - ryk
to mój rytm. mniej więcej wygląda to tak:
jedzenie
czas: 5 - 30 min. często podsypiam jedząc, ale jak mówi mama: nie ma spania przy stole, jestem więc budzony. najczęściej odbywa się to przez otwieranie mojej zaciśniętej piąstki lub też poprzez coś co mama nazywa przewijanie-przebieranie a dla mnie jest gmeraniem mi w gaciach (pozbywaniem się tego nieprzyjemengo mokrego uczucia). po jedzieniu zwykle ląduje u mamy na barku, skąd moge poobserwować okolice. wisze tak na tych plecach aż mi się odbije, albo zwymiotuje na mame. oznacza to, że zjadłem i jestem gotów wkroczyć w kolejny żywioł…
czuwanie
czas: 0 min - 60 minut, czuwanie czyli próba zrozumienia o co tu wogóle chodzi. w skrajnych przypadkach zdarza mi się usnąć bezpośrednio po jedzeniu (na plecach u mamy, bo u taty raczej nie) i żywioł ten omijam, szczególnie gdy nic się nie dzieje i jest ciemno (jak to bywa w nocy), zwykle jednak jakąś chwilę (lub dwie albo trzy) lubię się pogapić dookoła, szczególnie w prawo. istotnym elementem tego żywiołu jest przewijanie-przebieranie, kilkakrotne raz po razie siku-kupa-żyg. zdarza się, że większość czasu spędzam na przewijaku gapiąc się na szafe (w prawo jak już wspominałem). bywa, że tą obserwacją świata zaabsorbuje się tak mocno, iż nagle staję się bardzo senny. szybko przechodzę wtedy w żywioł czwarty, omijając zupełnie trzeci.
spanie
czas: 5min - 3godz, tata mówi, że jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. tak to jest z tym spaniem, mniej wiecej. jak zasnę na rękach to chce spać na rękach, nie żeby mnie gdzieś przekładać! o nie! żywioł jest ulubionym stanem rodziców, mogą się wtedy zająć swoimi sprawami, nazwywają je: praniesprzątaniegotowanie. istotny jest tzw. pierwszy sen trwający kilka - kilkanaście minut, po którym w zależności od sprytu rodzców, ich zdolności wokalnych lub innych niezidetfikowanych czynników, albo idę spać dalej (sen drugi, twardy), albo wkraczam w żywioł czwarty czyli w ryk. pierwszy sen jest nazywany snem regeneracyjnym. drugi potrafi trwać nawet dwie godziny. dziś jeszcze tyle nie spałem bo dużo się działo, ale prawdopodobnie jak zwykle ok 20, 21 zasne snem kamiennym do północy. taką przynajmniej nadzieję żywią rodzice.
ryk
czas: 0min - 30min, to żywioł najbardziej wyczerpujący. sam nie wiem czy go lubię. na pewno nie lubią go rodzice. skrzętnie to wykorzystuję gdy mam ochote pobujać sie na rączkach u taty. ale bywa i tak ze jestem kompletnie nierozumiany. ryczę bo mam mokro a jestem bujany. rycze bo chce jeść a jestem przebierany. muszą się rodzice jeszcze troche podszkolić. stosują dziesiątki przeróżnych metod uspokajania tego żywiołu a to po prosu tak musi być. jak mi jest nieprzyjemnie mokro to co ja mam robić?! wyje! albo jak sie zmeczę tym ich gderaniem do mnie, szczerzeniem min itp.
[2] Komentarze 3 maja 2007
tomek